W nowoczesnych ustrojach państwowych miał być trójpodział władzy, a ojcem tego pomysłu był pewien facet – filozof, baron Monteskiusz /1989 – 1755/. Było to zapewne tak: jak to Francuz zjadł śniadanie na słodko, wypił lampkę wina i napisał, że państwo ma mieć ustrój, gdzie władza jest rozdzielona (obecnie nawet dodają, że władza ma się równoważyć, co jest określeniem niewłaściwym).

lekarz

I tak:

Jedna władza ma coś wymyślać (przepisy prawne, działalność różnych instytucji i wiele jeszcze innych rzeczy). Druga władza ma być władzą wykonawczą np. rządem i to wszystko wykonywać, co wymyśliła pierwsza władza. Natomiast trzecia władza ma osądzać czy to wszystko idzie zgodnie z prawem, z tym prawem, które wszyscy obywatele na samym początku sobie ustalili (niech będzie, że konstytucję).

Teoretycznie wyglądało to bardzo ładnie i nadal tak wygląda.

Szkoda tylko, że Monteskiusz nie dożył do 1810 r., kiedy w Europie szalał Napoleon Bonaparte. Ciekawa by była rozmowa miedzy filozofem a cesarzem.

Przypuszczalnie byłoby tak:
Monteskiusz – panie Napoleon, pan sam rządzi i sądzi, a gdzie tu rozdział władzy.
Napoleon – panie baronie, a ile pan ma wojska i policji ? Niech pan lepiej idzie do swoich książek, bo zabiorę pana pod Moskwę.
Tak to mniej więcej wyglądało i wygląda do dziś. Mało jest przykładów takiego modelowego rozdziału, o czym mowa wyżej. W historii były różne systemy sprawowania władzy. W starożytnych Atenach, jak ktoś dobrze rządził, lecz trochę długo, to go wypędzano, aby w końcu nie został tyranem.
Bardzo praktycznie było w Chinach na co wpływ miały nauki Konfucjusza. Do sprawowania władzy należało stopniowo awansować za osiągnięcia, ale zarządzaniem nie dzielono się.

Więc to wszystko dzisiaj mamy już za sobą, a w międzyczasie u nas do trzech władz doszły jeszcze dwie władze czyli media i prawie przypadkowo powstała silna piąta władza – lekarze. Bez wojska, bez policji małą kartką papieru zaświadczeniem L-4 zdobyli ostatnio pokaźną władzę i skutecznie spowodowali podwyżki płac.

To dobrze, że ta piąta władza przebudziła się – szkoda, że trochę późno bo wielu rodaków, w tym lekarzy i pielęgniarek, wyjechało już z kraju za chlebem. Ktoś kiedyś powiedział, że rząd się sam wyżywi. Podobnie może być ze służbą zdrowia. Nim zabraknie lekarzy i pielęgniarek w Warszawie, to prowincja będzie już jechać na zielarstwie i medycynie naturalnej.

A dobra rada to nie chorować.

Stefan Klimaszko