Obywatel w Starostwie

W ubiegłym tygodniu byłem w Starostwie. Dla osób starszych jest to urząd powiatowy, bo tak to się nazywało za pierwszych powiatów. Co ciekawego i ważnego zobaczyłem i usłyszałem w tym urzędzie.

droga

Urząd wewnątrz jest odnowiony wygląda bardzo estetycznie. Wszędzie czysto, jasno. Dla interesantów to bardzo miłe, ale czy bezpieczne dla władzy urzędującej w tym urzędzie? Bo niech tak konkurencji politycznej przyjdzie do głowy, żeby po wyborach zająć ten ładny budynek, to może być problem. Ale to już taki urok demokracji. Co jeszcze widziałem w urzędzie? Kolorową maszynę na korytarzu, która mówiła ludzkim głosem. To mnie bardzo ucieszyło, podszedłem z myślą, że maszyna jako automat obsłuży mnie sprawnie i co najważniejsze niezawodnie. Nie byłem pewny tylko czy z takim urządzeniem można się umówić na wyjazd w teren. Więc podszedłem i chciałem wygłosić formułkę, że przyjechałem z Szalejowa Dolnego w sprawie remontu drogi powiatowej, ale okazało się, że ta maszyna pilnuje tylko kolejki do Wydziału Komunikacji. Więc rad, nie rad musiałem iść piętro wyżej i zapukać do Pani Starosty. Pani Starosta przyjęła mnie życzliwie bez zarzutu.

Więc co miałem wygłosić piętro niżej przedstawiłem pani Staroście. Poskarżyłem się też, że od sześciu miesięcy czekam na wyjazd w teren z odpowiedzialnym pracownikiem od dróg, aby pokazać nasze bolączki. Pani Starosta poinformowała mnie, że nasz powiat jest duży więc mamy dużo dróg powiatowych i duże wydatki. Poinformowała mnie też, że wszyscy urzędnicy odpowiedzialni za drogi pracują bardzo ciężko ku chwale powiatu (nie wiem czy nie było tam też ku chwale ojczyzny). Ja broniąc swego wyjaśniłem, że jestem świadomy tego wszystkiego i że my użytkownicy drogi powiatowej w Szalejowie Dolnym nie mówimy o remoncie całej drogi (co by się należało) tylko minimalnym kosztem usunięcie najważniejszych przeszkód. Na to pani Starosta znowu znalazła argument, że z drobnych wydatków robią się duże. To ja odważyłem się wyrazić opinię zasłyszaną w  terenie, że tam gdzie mieszkają „grubsze ryby” tam drogi są lepsze od naszej. Po tej mojej opinii miałem wrażenie, że pani Starosta nieco się zirytowała i zaprzeczyła temu twierdzeniu.

Czy moja wizyta i prośba coś pomoże tego nie wiem, ale idąc ze Starostwa przypomniałem sobie frazę wiersza – Paweł i Gaweł: „Cóż było mówić? Paweł ani pisnął, wrócił do siebie i czapkę nacisnął”. Tylko, że Paweł był w lepszej sytuacji ode mnie bo mieszkał nad Gawłem. Gdybym tak ja mieszkał na górze w Starostwie to też bym napuścił pełno wody i czekał aż Starosta  naprawi drogę.

Pomijając żarty przypomniałem sobie, że w Powiecie i Gminie mamy jeszcze  do pomocy Radnych, którzy przed wyborami obiecywali nam lepsze życie.

PS. A pani Staroście obiecuję, że w budżecie powiatu będę szukał takich wydatków, które by załatały dziury w naszej drodze.

Stefan Klimaszko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Rozwiąż równanie: *Time limit exceeded. Please complete the captcha once again.