Szok powyborczy. Są różne przyczyny emocjonalnych uniesień. Medycyna zna zjawisko szoku poporodowego, którego może doznać młoda matka najczęściej przy urodzeniu pierwszego dziecka, ale są to rzadkie przypadki. Natomiast nie należy tego porównywać z szokiem ojca, który przy „oblewaniu” dziecka zdemoluje restaurację. Obecnie przyjęło się określać szokiem nawet uczuciowe drobiazgi.

Zosia

W polityce też szoku doznała Platforma Obywatelska, krzycząc na lewo i prawo, że przegrała wybory. Dopiero po kilku dniach po otrzeźwieniu działacze PO mówią, że 37% to wynik przyzwoity i że to tylko różnica pięciu posłów.

Najlepiej z sytuacji na wieczorze wyborczym wypadł Prezes PSL, który oświadczył mniej więcej tak, że jego sukcesem w kampanii wyborczej było urodzenie się córki Zosi. Po tym oświadczeniu sala się ożywiła i prezes dostał gromkie brawa. Gdyby to były czasy, kiedy królami i cesarzami ogłaszano małe dzieci, a Prezes właśnie na takim wieczorze krzyknąłby „Zosia na prezydenta”, to zgromadzeni wybraliby Zosię.

Hola, hola, szok szokiem, ale należy zachować rozsądek i przypomnieć sobie, co mówił Hemingway uchodzący niby za autorytet w takich sprawach. A wszyscy to znamy, że prawdziwy mężczyzna powinien zbudować dom, „kupić” syna i zasadzić drzewo. Drugi klasyk (Miller) mówił, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy. Millerowi akurat się udało, na koniec chyba dobrze zakończy w europarlamencie. Jeszcze jeden klasyk (b. prezydent Komorowski) też pouczał prezydenta Obamę, że prawdziwy mężczyzna musi zabezpieczać żonę, jak idzie (na polowanie) zdobyć żywność. Dobrze, że nie powiedział, jakie metody mieli despoci na Wschodzie. Tam do pilnowania kobiet wykorzystywano facetów, którzy śpiewali cienkim głosem. Co jeszcze niewłaściwego opowiadano w tym szoku powyborczym?

Zdradzono kuchnię wyborczą, a to, że chodzono po bazarach i targowiskach, że rozdawano jakieś drobiazgi i wiele jeszcze innych szczegółów. Również zapomniano, co mówił żelazny pruski kanclerz Bismarck, że jeśli ktoś lubi kaszankę, to nie powinien patrzeć jak się ją robi. Nawiasem mówiąc ten Bismarck dla Polaków był niedobry, ale on na nieszczęście dla ZUS-u wymyślił emerytury. I ten system, że młodzi sztafetowo pracując mają finansować starych, którzy pracować już nie mogą. Anglicy jeszcze inaczej pomagali biednym. Co którąś niedzielę zbierano datki na biednych, bezrobotnych i niepracujących. Całe szczęście, że teraz państwo wzięło na siebie ciężar dopłaty do emerytury. Jak już mówimy i zdradzamy kuchnię wyborczą, to też mogę coś podpowiedzieć politykom, ale na wybory październikowe jest już za późno, więc należy to zastosować na wybory prezydenckie w 2020 r. Przyłączyć się do księdza, jak będzie chodził po kolędzie i chodzić od chałupy do chałupy.

P.S. Przed wojną używano takiej brzydkiej rymowanki, której napisać nie mogę, a szkoda.

Stefan Klimaszko