Papież Franciszek ostrzega, aby ludzie nie rozmawiali z diabłem. Diabeł może przybierać różne postacie. Raz może być ładnym mężczyzną, czarnym kotem, a nawet piękną kobietą. W raju, gdzie były tylko dwie osoby, diabeł nie miał dużych możliwości, a i tak narobił tyle biedy, że do dzisiaj ludzie za to pokutują. Obecnie diabeł może mieć wpływ nie tylko na ludzi, ale też na urządzenia techniczne. I tak się stało w Spółdzielni Mieszkaniowej.

centralne ogrzewanie

Diabeł wszedł do centralnego ogrzewania i usadowił się w urządzeniu zwanym – „podzielnikiem ciepła” i dokucza. Przy rozpoczęciu i zakończeniu sezonu grzewczego mieszkańcy osiedla najczęściej marzną, bo na początku ciepło puszcza się za późno, a na zakończenie zamyka się za wcześnie. Jeśli ktoś nie zmarzł na początku sezonu, to ma okazję zmarznąć na zakończenie. Gdyby tylko takie psoty diabeł robił, to nie byłoby wielkiego problemu, bo takie małe niedogodności ludzie szybko zapominają.  Ale duży problem powstał z chwilą, gdy wprowadzono w Spółdzielni system pomiaru odbioru ciepła na podstawie właśnie podzielników, które faktycznie mają wskazywać zużycie ciepła w danym pomieszczeniu. Dla czytelników, którzy nie mieszkają na osiedlu należy wyjaśnić, że są to urządzenia wielkości małego telefonu komórkowego przyczepione do grzejników centralnego ogrzewania i z chwilą, gdy przez grzejnik przechodzi ciepło, to te urządzenia wykazują impulsy za co później płacą mieszkańcy.

Ktoś, kto nie zetknął się z tym urządzeniem i całym systemem opłat za ciepło, powie przecież – piękna sprawa. Ile zużyję ciepła za tyle zapłacę. To tylko pozornie tak by się wydawało, bo nie darmo diabeł tam siedzi. Wyjaśnijmy problem w największym skrócie. Jeśli mieszkaniec ustawi sobie odbiór ciepła na rozsądnym poziomie, a przy tym ma ciepłe mieszkanie w środku budynku, to z biedą zrównoważy wysokość wpłacanych zaliczek z końcowym rozliczeniem za cały sezon grzewczy. Ale jeśli ma mieszkanie zimne, i jeszcze nie daj Boże nieumiejętnie będzie obsługiwał ten „podzielnik”  i dużo  wietrzył mieszkanie, to na koniec sezonu będzie płacz, bo dopłata do wpłaconych już zaliczek wynosić może od 200 zł do 2000 zł. To jeszcze nie jest największe zło. Dalsze wyjaśnienie opisać można tak :

Na osiedlu zamieszkują osoby, które chcą mieszkać w warunkach przyzwoitych (mówimy tu tylko o cieple) w temperaturze mniej więcej od 18°C do 23°C, a w łazienkach norma mówi o 25°C.  Jest to jedna grupa mieszkańców. Druga grupa (chyba najliczniejsza) to ta, która bardzo oszczędza na ogrzewaniu, kosztem swojego osobistego komfortu – lekko przymarzając. Trzecia grupa i ostatnia to osoby,  które w ogóle nie ogrzewają mieszkań (tylko tam, gdzie jest to wymuszone np. w łazienkach). Powody takiego zachowania są różne: od biedy, po negatywną postawę, że to sąsiad ogrzeje wspólne ściany, a ja otrzymam zwrot zaliczki. W tej grupie są też takie osoby, które nie mieszkają w swoich lokalach i ich nie ogrzewają. I tu jest największy problem, bo przez takie postępowanie mieszkania są zawilgocone, zagrzybiane, jednym słowem niszczone. A sąsiedzi muszą więcej ogrzewać swoje mieszkania, tym samym więcej płacić. Jaka to jest liczba w poszczególnych grupach? Tego nie wiem. Muszę chyba poprosić księdza proboszcza, aby wziął mnie po kolędzie to wtedy zmierzymy ciepło we wszystkich mieszkaniach. Jakby tego było mało, to część osób, która nie ogrzewa swoich mieszkań mówi do Spółdzielni: oddajcie nam w całości nasze wpłacone zaliczki na ciepło, bo my z ciepła w ogóle nie korzystamy. Ale administracja odpowiada: hola, hola (i słusznie). Państwo nie grzejecie swoich mieszkań, ale ogrzewane są części wspólne budynku. Do tego też dochodzą opłaty za koszty stałe, którymi ciepłownia obciąża spółdzielnię. Jeśli w tym zakresie sprawa jest nieco objaśniona, to pozostało mieszkańcom odpowiedzieć, czy możliwe jest wypędzenie diabła z centralnego ogrzewania i powrót do opłat za ciepło według posiadanej powierzchni mieszkania.

Faktem jest, że jeszcze za prezesury J. Dziewieckiego zaproszono księdza proboszcza na spotkanie z Radą Nadzorczą i Zarządem w ramach kolędy (bo prawdopodobnie diabeł boi się wody święconej). Ale ksiądz przecież nie jest hydraulikiem i nie będzie wpuszczał wody święconej do centralnego ogrzewania. Na szczęście są inne rozwiązania. Do końca sezonu grzewczego (maj 2018 r.) obowiązuje umowa z firmą zewnętrzną na obsługę opisanych podzielników. Wystarczy uprzejmie podziękować firmie za współpracę i podzielniki zostaną ściągnięte razem z diabłem, a opłaty powrócą do starych dobrych zasad.

Co obecnie myśli Zarząd Spółdzielni w tej sprawie tego nie wiem. Nieoficjalnie mówi się o ankiecie, która ma odpowiedzieć, czy mieszkańcy chcą nadal obowiązującego systemu rozliczania ciepła, czy rozliczenia według starych zasad od powierzchni mieszkania. Też nie wiem, czy sondaż za pomocą ankiety jest dobrą i szczerą intencją. Natomiast na pewno wiem, że nawet gdyby 50+1% mieszkańców chciało pozostawienia obecnego systemu mierzenia i rozliczania ciepła, byłoby to z krzywdą dla osób, które płacą za ogrzewanie za tych, którzy nie ogrzewają dostatecznie swoich mieszkań. A najważniejszym argumentem przeciw obecnemu systemowi i ankietom jest fakt  niszczenia mieszkań, bo grzyb przechodzi przez ściany do wszystkich pomieszczeń nie tylko tam, gdzie się nie ogrzewa. Oczywistą rzeczą jest, że cały czas należy mieć na uwadze oszczędzanie ciepła tak, aby ono mniej kosztowało użytkowników i właścicieli lokali. Obok ocieplania budynków, co obecnie Zarząd Spółdzielni robi, należy wprowadzić też inne rozwiązania, jak wymiana grzejników na bardziej ekonomiczne, zmianę instalacji przesyłowej ciepła. I szukać pieniędzy na zewnątrz, co też Zarząd skutecznie uczynił. Kiedyś ktoś dobrze wymyślił Radę Nadzorczą, która właśnie powinna pilnować, aby do Spółdzielni znowu nie zawitał diabeł. Teraz to może być ładny pan albo pani.

To w razie najmniejszych wątpliwości stawiajcie kosy na sztorc. Bardzo dawno temu jeden facet ciągle powtarzał – Kartagina musi zostać zburzona i ją zburzyli. Drugi też powtarzał – Balcerowicz musi odejść. A my Spółdzielcy do maja mamy mówić – PODZIELNIKI MUSZĄ ZOSTAĆ ŚCIĄGNIĘTE.

Stefan Klimaszko