Przywileje

W ostatnim felietonie pisałem o podatkach. Dzisiaj będzie o przywilejach. Czym jest podatek? A czym przywilej? Podatek, to jest to, co państwo zabiera, a przywilej, to co państwo daje. Tylko podatki płacą wszyscy, a przywileje otrzymują wybrani. Pytanie, jak powstało zjawisko przywilejów?

przywileje

Za czasów Piastów, gdy powstawała nasza państwowość, władcy w większości królowie byli tak silni, że nie musieli się liczyć z poddanymi. Mogli tylko zabierać, a nie musieli nic dawać. Ale wszystko było do czasu. Polska polityka i kultura szybko nadrabiała za zachodem. Chociaż dla nas zachodem było południe – Czechy i Morawy. Z południa przyszło do nas chrześcijaństwo (Kłodzko dostaliśmy przy tej okazji). Właśnie, kiedy przyszło chrześcijaństwo i zachodnie nowości, to królowie musieli się trochę przesunąć na ławce władzy. Dla poddanych, to jeszcze długo nic nie znaczyło. Przywileje ruszyły z tzw. kopyta po zaniku dynastii Piastów. Jak wiadomo Piastowie odeszli bezpotomnie i na gwałt trzeba było szukać króla. Węgrzy, (jak zawsze na nich można liczyć nie tylko do szabli i szklanki) przysłali nam Jadwigę. Wprawdzie Jadwiga miała już przyrzeczonego chłopaka z Austrii (Habsburga), ale dla Polski, jak mówi legenda poświęciła się i wyszła za mąż za Władysława II Jagiełłę. Ale nasi możni panowie tanio skóry nie sprzedali. Jagiełło za rękę młodej dziewczyny musiał coś podarować.

Najwięcej przywilejów jednak przyznał jego wnuk Aleksander Jagiellończyk (szyn Kazimierza Jagiellończyka). Były to przywileje na rzecz magnaterii. Miarka się trochę przebrała i szlachta zaprotestowała. W wyniku tego w 1505 r. wprowadzono konstytucję zwaną „Nihil Nowi” – Nic Nowego. Co znaczyło, że bez zgody szlachty król nie mógł wprowadzić nic nowego, szczególnie przywileje. Dzisiaj niech Amerykanie nie chwalą się, że ich konstytucja była pierwszą na świecie. Amerykę odkryto w 1492 r., to w 1505 r. jeszcze Hiszpanie biegali po krzakach za Indianami. A już później królowie tzw. elekcyjni, czyli wybierani przez szlachtę i magnaterię, siali przywilejami jak Boryna żytem na wiosnę. Cały ten okres I Rzeczypospolitej do rozbiorów należy zakończyć znanym powiedzeniem: „każdy w swej zagrodzie równy wojewodzie”.

Okres międzywojenny, czyli II RP można pominąć, bo już sama praca była wielkim przywilejem, a gdy jeszcze na czapce przyczepili orzełka, to już było wielkie szczęście. Czasy PRL-u. Tutaj, to dopiero nastąpiła wiosna przyznawania przywilejów. W taki sposób władza kupowała sobie spokój społeczny. Niektóre przywileje były nawet śmieszne bez logicznego wytłumaczenia. Dla przykładu: biurowy pracownik kolei otrzymywał przydział węgla. Z jakiego tytułu? Bo kolej przewoziła węgiel. Dobrze, transport kołowy (PKS) też przewoził węgiel, a przydziału węgla nie miał. Ale już pani Ela ze sklepu mięsnego nie mogła sobie ukroić plasterek salcesonu do śniadania. Mimo, że przy tym salcesonie pracowała cały dzień . Sam diabeł ładu nie dojdzie. Kto i za co miał i ma łatwiejsze życie? Na użytek polityczny z PRL-u można się wyśmiewać, ale większość przywilejów i to tych grubych nadal pozostało. Kiedy będzie koniec tego zjawiska? Nigdy.

Odpowiedzi szukajmy w bajce: „Stanęli raz kiedyś do biegu na łące, żółw z pewnym zającem, a kto był pierwszy na pewno już wiecie nim żółw się ruszył, zając był już na mecie”. Jaki z tego morał: ten zawsze wygrywa, co ma lepsze chody.

Stefan Klimaszko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozwiąż równanie: *