Podatki

Już przed wojną robiono sobie żarty z podatków. Oto jeden z nich: ”Nawet stary piernik, co przy damach pości, płaci też podatek od nieruchomości”. Nasze obecne podatki też się ładnie rymują: reklamowy, deszczowy, cukrowy. Ale też przez podatki, gdy przekręcono tzw. śrubę, spadały głowy i upadały rządy.

podatki

To się lekko czyta i nawet przyjemnie płaci, gdy jest to ładnie przekazane. Przykładem jest podatek cukrowy. W rozwinięciu wygląda to tak: wszyscy producenci i konsumenci płacą podatek za to, że produkują i jedzą coś słodkiego. A zdobyte z tego tytułu pieniądze mają iść na ochronę zdrowia i zapobieganie otyłości. Podobnie jak z podatkiem od alkoholu i tytoniu. Tylko przyklasnąć i dziękować ministrom finansów i zdrowia. Ale nawala telewizja  komercyjna i publiczna, bo jedna i druga nadal reklamują batoniki i piwo. Ale popatrzmy na podatki przez pryzmat historii. Całe szczęście, że żyjemy już w takich czasach, iż podatki, czyli pieniądze, są nam odbierane tak po ludzku i humanitarnie. Najczęściej służby pracownicze czy biura rachunkowe odprowadzają nasze pieniądze dla fiskusa tak, że my tego nie widzimy. A czego oko nie widzi, to sercu nie żal.

Ale były czasy w naszej wczesnej państwowości, że podatki zabierano też w naturze – to dopiero był gwałt i rejwach. Świnie kwiczały, kury fruwały, kobiety płakały – nic nie pomogło. Podatki jak śmierć były i są nieuchronne. Można płakać, protestować, ale płacić należy. Chyba, że poborca (państwo) przebierze miarkę. To wtedy mamy bunt – czytaj historię Francji, a jeszcze lepiej Rosji. Z czasem, gdy wszystko się cywilizowało, podatki uzasadniano: to za przekroczenie granicy państwa (myto), to wjazd do miasta, łowienie ryb w rzekach, od dymu, czyli komina chłopskiej chaty. No i była też słynna danina dziesięciny i pracy pańszczyźnianej. Gwałtem też zabierano młodzież męską jako rekruta do wojska (w czasach zaborów). Powoli, powoli, doszliśmy do współczesności i demokracji. Po 1989 r., gdzie wszystko przewrócono do góry nogami, ponieważ w PRL-u, kiedy państwo było niemal właścicielem wszystkiego, system podatkowy wyglądał inaczej.

Po 1989 r. przy tych wszystkich zmianach gospodarczych wprowadzono podatek VAT. Z Vat-em wszyscy się już spotkali, chociaż mogą nawet nie wiedzieć. Jedynie kieszeń jest luźniejsza. Dla tych, co nie wiedzą należy dopisać, że jest to podatek od towarów i usług w różnych procentach. Bardzo zachęcająco reklamował go premier J. Buzek, mówiąc, że jest to taki przyjemny podatek, którego nikt nie płaci, bo jest przerzucany z jednego na drugiego. Oczywiście jak zawsze, premier i fiskus zapomnieli dodać, że na końcu tej drogi jest obywatel, który nie ma komu naliczyć i odliczyć wydanych pieniędzy. Inny premier M. Belka wymyślił podatek od dochodów kapitałowych. On nawet dużo nie bawił się w uzasadnienia; niby to dla ojczyzny ratowania miał być na krótki okres. Belka poszedł do banku i wszystkim, którzy mieli tam ulokowane oszczędności, kazał naliczyć ten podatek. No właśnie miało być na krótko, ale jaki rząd zrezygnowałby z podatku, który wprowadzili poprzednicy, skoro sami muszą wymyślać nowe podatki.

Czy podatki mogą mieć swój kres? Wszystkie mają pozornie wspólny mianownik – tylko troska o obywatela. Zapomniałbym o ładnie brzmiącym podatku solidarnościowym, który mają płacić bogaci na rzecz biednych. Pół biedy, gdyby to szło na ludzi poszkodowanych przez los prawdziwie biednych, ale wśród naszych niby biednych jest większość pasożytów. Więc co nas czeka w przyszłości?  Profesorowie od socjologii wróżą, że klasa średnia zginie. Może i dobrze – niech będzie jedna klasa ludzi bogatych lub biednych. Nikt nikomu nie będzie zazdrościł i zabierał. Coś takiego nam już raz obiecywano, tylko wtedy nie było mowy o bogactwie tylko o szczęściu.

Stefan Klimaszko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozwiąż równanie: *