Do niedawna był taki dobry niepisany zwyczaj, żeby nie wyciągać na zewnątrz tego, co dzieje się w rodzinie. Nawet, gdy zięć lał córkę, to teściowa najczęściej mówiła tak: wybrałaś sobie takiego chłopa, to teraz siedź cicho, bo będzie wstyd dla całej rodziny. Było to możliwe nawet w licznej wielopokoleniowej rodzinie, ale gdy rodzina liczy 3 tysiące osób, to trudno utrzymać tajemnice.

Kłodzko

Rodzina, o której będę pisał, to członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej w Kłodzku, Polanicy, Ołdrzychowicach. I tak w imię tej zasady o rodzinie mam hamletowskie rozdarcie – pisać czy nie pisać? Jeśli nie napiszę, a informacje i tak wyciekły, że było mało członków na Walnym Zgromadzeniu, że były jakieś wnioski, to ludzie z zewnątrz mogą mieć nieprawdziwy obraz o firmie. Wiem, co zrobić? Napisać prawdę.

I tak, 8 czerwca br. odbyło się Walne Zgromadzenie Członków Spółdzielni. Obecność członków na tym walnym podobnie jak na wcześniejszych była niewielka. Czy to jest dobrze czy źle i czyja to jest wina? Wina niczyja, najmniejsza Zarządu i Rady, ponieważ członkowie dużo wcześniej zostali zawiadomieni i zaproszeni. Dostali również materiały mówiące o sytuacji gospodarczej i finansowej w Spółdzielni. Można rozważyć, dlaczego tak mało członków przychodzi na Walne Zgromadzenie?

Wersja pierwsza: Część członków uważa, że sprawy w spółdzielni idą w dobrym kierunku, więc obecność ich jest zbędna. Wersja druga: Inna część członków uważa, że ich obecność nic nie zmieni, więc na Walne Zgromadzenie nie chodzą. Wersja trzecia: Jeszcze inna część członków nie chodzi na Walne Zgromadzenie z różnych osobistych powodów, bo takie mają prawo. Wydaje mi się, że Zarząd i Rada Nadzorcza przychyla się do tej wersji pierwszej i jest to zrozumiałe.

Rozważmy przykład przeciwny. Na Walne Zgromadzenie przychodzi 2 tys. członków i tylko niewielka liczba przedstawia swoje gorzkie żale: a to balkon przecieka, drzewo zasłania okno, w drzwiach pęknięta szyba. Złe by to nie było, ale Walne ma inne zadanie. Ma dokonać oceny minionego okresu sprawozdawczego. W powyższy sposób omówioną mamy aktywność członków na Walnych Zgromadzeniach.

Przejdźmy do płac, bo taki wniosek też gazeta opisała. A więc, praca w spółdzielczej administracji jest bardzo niewdzięczna. Zdarzają się przypadki wypominania pracownikom, kto jest ich pracodawcą. Wtedy robi się przykro i nieprzyjemnie. Na wnioski płacowe odpowiem tak: członkowie zarządu w tym prezes na ciążące obowiązki i odpowiedzialność zarabiają niewiele. Natomiast diety dla członków Rady tych, którzy w przeszłości i obecnie nie angażują się w pracy były i są za wysokie. Natomiast byli i są członkowie Rady, którzy ze względu na swoje zaangażowanie i  kompetencje zasługują na przyzwoite diety. Chociaż, jak Spółdzielnia istnieje, to diety i płace zawsze były solą w oku mieszkańców. Po części jest to zrozumiałe, bo człowiek z natury jest oszczędny i zazdrosny. Tutaj muszę złożyć zastrzeżenie, że pierwsi założyciele Spółdzielni pracowali solidnie i za darmo. Ich nieraz boli serce widząc, jak ta wspólnota przekształciła się nieco w instytucję urzędniczą. Sprawy gospodarcze te codzienne i przyziemne pozostawiam nie opisane, bo mimo wszystko – to co dzieje się w domu nie mów nikomu.

P.S. Nie mów nikomu, to nie oznacza, że rodzina musi siedzieć cicho, jak ta biedna młoda żona lana przez męża. Dzisiaj na pomoc rodzinie wprowadzono niebieską kartę, która ma ochładzać atmosferę w rodzinie. A co robić w naszej spółdzielczej rodzinie, gdy zauważymy coś złego? Lepiej ten etap wyprzedzić i posłuchać „klasyka”: ”wierzyć, ale kontrolować”.

Stefan Klimaszko